„Amok” Izabela Janiszewska


kryminał

„Czasami zaginięcie przypomina magiczną sztuczkę. Jeśli zaproszony przez magika podejdziesz bliżej, będziesz pewien, że widzisz wszystko dokładniej. Uznasz, że teraz nikt już nie jest w stanie cię oszukać. Z uwagę prześledzisz każdy detal, ale umknie ci cały obrazek. Im bliżej będziesz, tym mniej zobaczysz. I wtedy najłatwiej będzie sprzedać ci iluzję”. „Amok” to już ostatnie spotkanie miłośników kryminałów z wygadanym komisarzem Wilczyńskim z Komendy Stołecznej  i walczącą z demonami przeszłości niezależną dziennikarką Larysą Luboń. Czy w trzecim tomie bestsellerowej trylogii Izabeli Janiszewskiej czytelnicy wreszcie poznają odpowiedzi na nurtujące ich pytania?

Sylwia Konopacka znika bez śladu. Jej zaginiecie zgłaszają zaniepokojeni rodzice, bo przebywająca na urlopie młoda kobieta miała w planach wakacje w Bangkoku , ale nie dojechała na lotnisko i od kilku dni nie ma z nią żadnego kontaktu. Między Bruno a Sylwią nie układało się ostatnia najlepiej. Policjantka uwikłała się w romans z Jackiem Lewickim – niedawno owdowiałym ojcem bliźniaków, którego Bruno uważa za psychopatę i obarcza winą za śmierć swojej matki oraz kilku innych osób. Śledztwo w sprawie zaginięcia Sylwii od początku się gmatwa. „Tam, gdzie piętrzyły się nieścisłości i znaki zapytania, zawsze kryły się sekrety”, a „im więcej luk, tym ohydniejszą sprawę ktoś próbował zatuszować”. Kiedy zebrane dowody niespodziewanie zaczynają wskazywać na winę samego Wilczyńskiego, Larysa Luboń próbuje ustalić, co się stało z Lady Di – bezdomną narkomanką z Dworca Centralnego, która miała niejasne powiązania z niezwykle wpływową rodziną Hallerów. Czy te dwie sprawy – zaginięcie policjantki i zagadkowa śmierć Darskiej, której „narkotyki podziurawiły pamięć jak krety ziemię” – są ze sobą w jakiś sposób powiązane?

„Od strachu gorsi są tylko ludzie, którzy lęk innych wykorzystują do własnych celów”. Po „Wrzasku” i „Histerii” byłam bardzo ciekawa, jak autorka zakończy swoją kryminalną trylogię. Sam tytuł zapowiadał wielkie emocje –  w końcu amok to nic innego jak szał połączony z rządzą mordu. Określenie to pochodzi od słowa amuk, czyli „oszalały z gniewu”, a „obłęd nie kieruje się rozsądkiem. Podąża za tą jedną natrętną myślą, która zagnieżdża się w mózgu jak robak”. Nastawiałam się na naprawdę ekscytującą lekturę,  ale zabrakło mi chemii między bohaterami, którą „czuć” było szczególnie w pierwszym tomie serii. Niezbyt wciągnęłam się w sprawę zaginięcia Sylwii Konopackiej, ale zaciekawiło mnie dziennikarskie dochodzenie dotyczące tajemniczej śmierci Lady Di i ucieszył powrót Hallerów, bo to naprawdę fascynująca rodzina. W „Amoku” „niczym swędzenie powracało odwieczne pytanie o to, czy niektórzy ludzie rodzą się obarczeni genem zła, czy to okoliczności czynią ich potworami”. Czy mordercze skłonności można przypisać Efektowi Lucyfera, „według którego czasem pod wpływem czynników zewnętrznych zwyczajni ludzie zaczynali czynić zło”? Mam mieszane uczucia co do zakończenia. Z jednej strony należy docenić odważną decyzję Izabeli Janiszewskiej, która zamknęła sobie drogę do ewentualnej kontynuacji, z drugiej – po trzech książkach pewnie wielu czytelników zdążyło się zżyć z bohaterami i liczyło na zupełnie inny finał.

„Niespełnione obietnice zaciskają pętlę wokół szyi”. Gdybym miała wskazać najlepszy tom trylogii z duetem Wilczyński/Luboń, to nie byłby nim „Amok”. Po świetnej „Historii” dostałam dobry kryminał, ale liczyłam na znacznie więcej. Tym razem trochę zabrakło mu suspensu. Przy okazji pożegnania z trylogią Izabeli Janiszewskiej warto jeszcze raz pochwalić wszystkie trzy okładki – naprawdę trudno oderwać od nich wzrok!

„Amok” i inne książki kryminalne znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska – Rumin

Poprzedni „Ostatni dom na zapomnianej ulicy” - Catriona Ward
Następny „Przyprawy, które leczą” Karolina i Maciej Szaciłło