Biografia Roberto Baggio – recenzja


„Za każdym razem, , gdy Antonia pyta mnie, co takiego widzę w piłce, odpowiadam jej, że Bóg istnieje. I nosi włosy związane w kucyk.Te słowa otwierają biografię włoskiego piłkarza, Roberto Baggio, przez wielu uważanego za jednego z najlepszych zawodników w historii piłki nożnej. Choć teraz to inne nazwiska nie schodzą z ust fanów piłki nożnej, to wciąż przetrwał na tyle w ludzkiej świadomości, że dalej pisane są o nim książki, jak choćby ta biografia.

Słowo biografia niech będzie tutaj umowne, bo to, co stworzył Nappi, przypomina bardziej zbiór luźnych ciekawostek. Oczywiście mamy tu zachowaną jakąś chronologię i śledzimy w miarę po kolei karierę piłkarza, jednak w każdej jednej historii autor umieszcza całą masę nawiązań do innych zdarzeń i wciska tyle anegdot, ile się da, choć nie zawsze są one potrzebne. Generalnie żeby nie pogubić się w tym morzu informacji trzeba już coś o egzystencji Baggio wiedzieć. Z jednej strony forma książki może przyciągać niektórych do siebie, jak magnes, bo komu już nie obrzydły zwykłe, nudne biografie, które nie szczędzą nam opowieści o tym, kto do jakiej poszedł szkoły i jakie miał dzieciństwo? Luźne wzmianki z najciekawszych momentów kariery wydają się jednak lepszą opcją. Dlatego dobrze mieć jakąś bazę i co nieco o piłkarzu wcześniej się dowiedzieć, (o ile istnieje ktoś, kto o nim nie słyszał).

Dla ludzi bez pamięci absolutnej w końcówce książki umieszczono garść statystyk i podsumowanie postaci Baggio. Oczywiście takie wstawki są normą w biografiach piłkarskich, ale warto każdorazowo docenić, że ktoś zadał sobie trudu, żeby skondensować dla nas wszelkie dane wyrażone w liczbach. A tutaj szczególnie się przydają, zwłaszcza, że mamy w przypadku Roberto spory przekrój włoskich klubów, w których grywał.

Nie jest to pierwsza książka, w której muszę przyczepić się do tłumaczenia. Nie wiem, skąd czasem biorą się pomysły na przekład tytułu. W oryginalnym brzmieniu na okładce widnieje napis „Roberto Baggio. Divin Codino”, więc czemu zamiast przydomka gwiazdy, naszego Boskiego Kucyka, mamy po prostu podtytuł „Włoski bóg futbolu”? Wydaje się to trochę nieprzemyślane, bo każdego można nazwać bogiem czegoś i ten tytuł traci swój sens, swoje pierwotne znaczenie. Nie po to autor użył określonych sformułowań, żeby tak „spłaszczyć” jego dzieło. W końcu historia opiera się na legendzie, którą sam z siebie zrobił Il Divin Codino. To jego charakterystyczny kucyk, jego znak, symbol wręcz, coś co jest z nim na stałe związane i trwa w świadomości ludzkiej.

Jeśli chodzi o samą treść, to muszę przyznać, że nie do końca podoba mi się przeskakiwanie z tematu na temat, które Nappi stosuje przez cały czas. Po kilku rozdziałach stało się to dla mnie dość męczące, bo wolę trzymać się kolejności zdarzeń. Tymczasem autor wydaje się tak zafascynowany postacią Baggio, że stara się nam wcisnąć jak najwięcej anegdotek z danego okresu jego kariery. Gubi przy tym chronologię, najpierw opowiada o meczu, potem cofa się, wspomina przygotowania, potem leci dalej w przyszłość i opisuje następstwa zwycięstwa/ porażki/ strzelonego (lub nie) gola, po czym znowu opowiada o tym samym meczu. Myślę, że większy porządek by książce nie zaszkodził, jednak z drugiej strony na pewno oddaje gloryfikację autora dla Baggio.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Roberto Baggio” Raffaele’a Nappi’ego i inne książki biograficzne znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Poprzedni Wyrok - recenzja
Następny Zapach goździków - recenzja