Daisy Jones & The Six – Taylor Jenkins Reid


Istnieją książki, o których słychać bardzo wiele; jedną z nich jest „Daisy Jones & The Six” Taylor Jenkins Reid. Opowieść, która jest biografią… historią zespołu, który rozpadł się, zasmucając swych wiernych fanów. To także zbiór wywiadów, rozmów… wszystkiego, do czego udało się autorce dotrzeć lub niejako stworzyć. Jest tylko jeden haczyk. Wspomniana biografia to tak naprawdę czysta fikcja.

Akcja rozpoczyna się w 1965 roku, gdy poznajemy tytułową Daisy Jones. Nastolatkę, która – niejako odrzucona przez rodziców – szuka akceptacji w niekoniecznie dobrych miejscach. Następnie poznajemy zespół The Six, który dopiero po czasie nabiera rock’n’drollowego zabarwienia. Naturalnie Daisy i zespół połączyli siły, ale czy wynikło z tego więcej czy mniej dobrego? I jak w ogóle doszło do rozpadu?

Całość została podzielona na lata, przez dłuższy czas skupiając się albo na dziewczynie albo zespole – naprzemiennie. Pozwoliło to na poznanie postaci, jak i zżycie się z nimi. Zabieg ten sprawił również, że czytało mi się lepiej. Byłam bardziej ciekawa i ciężej było mi zrobić sobie jakąś przerwę w czytaniu. Potwierdzam również lekkość pióra autorki, bo naprawdę szybko się czyta. Zaś miłośnicy opisów będą zawiedzeni, bo są tu one tak sprytnie poukrywane, jakby były częścią wypowiedzi. Istna magia!

W porządku, wszystko brzmi trochę jak szaleństwo. Bo po co tworzyć coś, czego nie ma, popierając to zbiorem tekstów piosenek, które również nie istnieją? Ale w tym szaleństwie jest metoda. Forma zasadniczo odbiega od tej, którą spotykamy na co dzień; do niejakiego wzajemnego uzupełniania się przez bohaterów. Nie nawykliśmy bowiem do wywiadów, które ciągną się bez końca. Niewątpliwie jest to coś świeżego, co jeszcze nie zdążyło się przejeść – wciąż mówimy o czystej fikcji!

A szkoda. Bo wyobraźmy sobie, że naprawdę ma zostać wydana książka, będąca obrzydliwie długim wywiadem. Zainteresowanie z pewnością przerosłoby wydawcę, a dodruków nie byłoby końca. Oczywiście mowa o kimś naprawdę znanym. Gdyby dobrze pokierować pytaniami, powstałoby coś interesującego, ale przede wszystkim intymnego. Powstałoby coś na podobieństwo pozycji, o której właśnie mowa. Coś, co przez swą szczerość szalenie ciekawi.

Ale z drugiej strony nie było to coś, co nie pozwalałoby mi zasnąć, nim nie skończę. Owszem, bardzo miło spędziłam czas, bo było to coś nowego, o czym pewnie szybko nie zapomnę, ale całość nie skradła mego serca. Ponadto w pewnym momencie zaczęłam odczuwać monotonnie, czułam, jakby komuś zacięła się płyta. Miałam wrażenie, że czytam o jednym i tym samym – te same problemy i rozterki.

„Daisy Jones & The Six” to opowieść, którą oplata muzyka. Wylewa się z wielu stron i nie sposób o niej zapomnieć. Ale jest to jednocześnie opowieść o mrocznej stronie bycia w zespole, która fanom wydaje się ekscytująca… i być może do pewnego momentu taka właśnie jest. Dla mnie? Smutna ballada. Takie historie jeszcze bardziej uświadamiają, jak łatwo zejść na przysłowiową złą drogę i jak trudno z niej zejść.

„Daisy Jones & The Six”… mam co do niej mieszane uczucia. Z jednej strony podobała mi się jej lekkość i ogromna autentyczność, ale z drugiej strony wydawała się nieco zbyt jednostajna, monotonna. Ujmę to zatem inaczej – nie myślałam o liczbie stron, a gdy czytałam, zapominałam o wielu nurtujących mnie sprawach. To chyba najlepsza skala, a przynajmniej najbardziej obrazowa. Czy polecam? Tak. Sięgnijcie i sami oceńcie, o co tyle szumu.

Autorka recenzji: Daria Łapa

Książkę znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Poprzedni Nazajutrz cię odnajdę - Magdalena Wala
Następny Pięć lat z życia Dannie Kohan - Rebecca Serle