Do trzech chłopów sztuka – Marta Obuch


Znane porzekadło mówi „umiesz liczyć, licz na siebie”. Taką właśnie decyzję podejmuje Matylda po tym, jak jej drugie małżeństwo okazało się totalnym niewypałem. Kobieta po latach bycia przykładną żoną postanawia zostać zdzirą pierwszej klasy. Mimo tych, jakże ambitnych, planów, ból i rozczarowanie wciąż trawią ją od środka. A przecież tym razem miało wyjść inaczej! Robiła wszystko, żeby jej mąż był zadowolony. Obdarowywała go codziennie swoją miłością, gotowała mu, prała i sprzątała. Spalała się dla niego i to tylko po to, żeby okazało się na koniec, że facet zdradza ją na prawo i lewo. Od momentu, w którym Matylda dowiedziała się o aktach niewierności małżonka coraz częściej w jej umyśle pojawiają się wizje jego martwego ciała, pokaranego za te wszystkie grzechy. Może to tylko zboczenie zawodowe, bo kobieta jest z zawodu lekarzem medycyny sądowej i trupów się w swoim życiu naoglądała, ale niewykluczone, że za mrocznymi fantazjami kryje się chęć drastycznej zemsty…

Naszej zranionej duszyczce z odsieczą przybywa jej przyjaciółka (i jednocześnie partnerka jej pierwszego męża), Lusia. Razem knują intrygę, która wymaga przygotowania maseczek, rękawiczek, waty szklanej i reklamówki z Castoramy. Do akcji z czasem włącza się coraz więcej osób, w tym syn koleżanki, były glina, a aktualnie taksówkarz i impulsywna policjantka z przerostem ambicji. Można by rzec, że książka stanowi jedną wielką komedię pomyłek, gdyby nie to, że w dość brutalnych okolicznościach zginął człowiek.

Od chwili znalezienia zwłok przed bohaterami postawione zostaje mnóstwo pytań, począwszy od „kto i dlaczego zabił?” po „komu tak naprawdę można zaufać?”. W międzyczasie relacje w gronie ważniejszych postaci ulegają błyskawicznemu przetasowaniu. Stara miłość, zgodnie z przysłowiem, nie zardzewiała, przyjaźń i sympatia przerodziły się w obsesję, a uległość zmieniła się w pełną niezależność. Szczegółów jednak świadomie nie zdradzam.

Choć uwielbiam praktycznie wszystkich bohaterów powieści Marty Obuch, tej jednej znieść nie mogę. Jadźka, to o tobie. Idźże precz i daj ludziom żyć! Podziwiam autorkę, że wytrzymała z tym chorym, nadpobudliwym wytworem swojej wyobraźni. Pomyślałby kto, że taka istota pracuje w policji. Każdy moment, kiedy pojawia się w książce był okupiony przeze mnie niezmierzonymi nerwami. Babka działa szybko i bez namysłu, co rusz przekraczając wszelkie granice. Od wykradania danych osobowych po grożenie bronią funkcjonariuszowi. Jest za to świetnym kontrastem dla jej kolegi po fachu, komisarza Marchewki. To człowiek tak stonowany, a jednocześnie bystry i oddany, że od razu zaskarbił sobie moją sympatię. Co ważne, Obuch nadała każdej ze swoich postaci duszę. Wiemy o nich na tyle dużo, że rozumiemy ich motywy i postawy.

„Do trzech chłopów sztuka” to z całą pewnością książka nie dla każdego. Humoru w niej jest sporo, jednak nie osiąga on zbyt wysokiego poziomu. Z tego powodu do powieści nie można podchodzić za bardzo „na serio”. Najlepiej od razu nastawić się na powiew kiczu i, tak to ujmijmy, swojskości. Niemniej to dobra lektura dla odprężenia umysłu. Potrafi też rozbawić, kiedy już damy się ponieść fabule, a miejscami nawet rozczulić. Jest idealna na cięższe chwile i pozwala czytelnikowi nieco „wyluzować”. Zapewnia nam to swobodny styl, realistyczne dialogi oraz dosyć prędka akcja.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Do trzech chłopów sztuka” Marty Obuch znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Poprzedni Landon & Shay t. 2 - Brittainy C. Cherry
Następny Terror - Max Czornyj