Echo z otchłani – Remigiusz Mróz


Książki Remigiusz Mroza

Wcale się nie zdziwię, jeśli podczas kolejnej wizyty w księgarni zobaczę na półce z bestsellerami książkę kucharską, tomik poezji albo poradnik dla hodowców długowłosych świnek morskich autorstwa Remigiusza Mroza. Naprawdę rzadko się zdarza, żeby jeden pisarz próbował swoich sił w tak różnych gatunkach literackich i we wszystkich odnosił spektakularne sukcesy. Po wojennej trylogii Parabellum i kilku kryminałach w moje ręce trafiła powieść s-f  „Echo z otchłani”, będąca kontynuacją „Chóru zapomnianych głosów”.

Członkowie misji Ara Maxima opuścili Ziemię kilkaset lat wcześniej. Ich celem było zbadanie szeregu planet i próba ich zasiedlenia. Okręt „Accipiter, został zatrzymany niedaleko Mi Arae w gwiazdozbiorze Ołtarza, kilkanaście parseków od Ziemi. Wszyscy załoganci byli martwi”. A raczej prawie wszyscy, bo „Chór zapomnianych głosów” to pojedynek dwóch osobowości –Lindberga i Udina. W „Echu z otchłani” ISS Kennedy wreszcie wrócił „do domu”, ale „wszystko wskazywało na to, że na Ziemi nie ma już ani flory, ani fauny. Wyjałowione pustkowia nie mogły skrywać żadnego pożywienia – i patrząc na nie, trudno było się spodziewać, że ktokolwiek przeżył”. Lindberg i Udin  rozbijają się na tajemniczej wyspie, a reszta załogi ISS Kennedy ma za zadania  „jednego z nich uratować, drugiego pozbyć się raz na zawsze”.

Remigiusz Mróz jak zwykle postawił na zawrotne tempo, rozbudowane dialogi, które dynamizują akcję, i szczyptę humoru, ale „Echo z otchłani” to książka bardzo nierówna. Sama nie wiem, kiedy przeczytałam pierwsze sto kilkadziesiąt stron, bo kartki same się przekładały. Potem napięcie gwałtownie opadło. Drugi rozdział, poruszający tematy religijno-polityczne ( ustrój na Ziemi to Teokracja: „zasady polityczne były jasne, Bóg sprawował rządy w społeczeństwie, a ludzka władza pochodziła bezpośrednio od niego – i każdy, kto ją wykonywał, był jedynie pośrednikiem”) i filozoficzne („Życie jednostek czy całych społeczeństw było tylko niewyraźnym rozbłyskiem w mrokach historii. Dla wszechświata jedna cywilizacja znaczyła tyle, co ziarno piasku na wietrze. Z tej perspektywy trudno było przejmować się tym, gdzie i w jakim okresie zakiełkowało życie, a gdzie zniknęło”), czytało się znacznie gorzej. Nużące rozważania zmęczyły mnie i zniechęciły na tyle, że poważnie zastanawiałam się, czy książki nie odłożyć na półkę. I kiedy już moja cierpliwość była na skraju wyczerpania, autor pozytywnie mnie zaskoczył. Sto stron przed końcem włączył drugi bieg. Rozdział trzeci wynagrodził mi dłużyzny z drugiego, podobało mi się również zakończenie. Czytając „Echo z otchłani”, miałam nieodparte wrażenie, że duet Lindberg/Udin to kosmiczny odpowiednik pary Chyłka/Zordon. Panowie się kłócą, wyzywają, lubią prawić sobie złośliwości – są jak ogień i wody, a jednocześnie świetnie do siebie pasują i praktycznie nie mogą bez siebie żyć, czyli klasyczny przykład galaktycznego bromance’u. Takie zestawie bohaterów mogło być strzałem w dziesiątkę, gdyby budzili oni sympatię czytelnika. Udin miał być zapewne irytującym, ale zawadiackim i zabawnych czarnym charakterem, a jest tylko irytujący. Lindberg to z kolei prawy nudziarz. Przez czterysta stron nie znalazłam postaci, której miałabym ochotę kibicować. Z tego powodu los bohaterów był mi właściwie obojętny i jakoś szczególnie nie zaangażowałam się w fabułę.

Kontynuacja „Chóru zapomnianych głosów” to przyzwoita rozrywka na dwa wieczory, ale nie jest to książki, która na dłużej zapadałyby w pamięć. Science- fiction ma swoich zwolenników, ale też rzeszę zagorzałych przeciwników. Wątpię, czy powieść Remigiusza Mroza przekona sceptyków, że jednak  warto dać temu gatunkowi szansę, a z kolei znawcy fantastyki pewnie nie poczują się lekturą „Echa z otchłani” w pełni usatysfakcjonowani.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

“Echo z otchłani” i inne książki Remigiusza Mroza znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Poprzedni Inteligentny Inwestor XXI wieku
Następny Tajne Archiwum Watykańskie