„Gruzja. Jak się żyje Polce w kraju wina, gościnności i drogowych absurdów” Martyna Kaczmarzyk


książki podróżnicze

„Najpiękniejsze historie z podróży do Gruzji nie mają wiele wspólnego ze sztandarowymi atrakcjami turystycznymi i kolejnymi obiektami z listy „Koniecznie musisz zobaczyć”. Prawdziwą Gruzję znajdziecie z dala od tras, po których mkną wypełnione po brzegi autokary”. Martyna Kaczmarzyk, autorka bloga Martyna z Gruzji, zabiera nas na niezwykłą wycieczkę do kraju, „w którym sprawy proste bywają szalenie skomplikowane, a te teoretycznie trudne okazują się banalnie łatwe”.

W „Gruzji. Jak się żyje Polce w kraju wina, gościnności i drogowych absurdów” nie znajdziemy opisów zabytków, nie poczytamy o muzeach, które powinno się odwiedzić, ani o hotelach, w których warto się zatrzymać, ale za to dowiemy się:

Dlaczego po gruzińskim „pogrzebie członkom najbliższej rodziny nie wypada się golić przez kolejne sześćdziesiąt dni”?

Czego najbardziej boją się przedstawiciele dzikiego kaukaskiego narodu?

Kto ma największe wzięcie na gruzińskim rynku matrymonialnym?

Ile Chinkali należy zamówić i jak trzeba je jeść, żeby nie wykazać się nietaktem?

Ilu gruzińskich taksówkarzy „zwiedzało Polskę, walczyło w Polsce, studiowało w Polsce lub tam pracowało”?

I najważniejsze – czy będąc młodą Słowianką podróżującą po Gruzji należy się obawiać porwania, którego następstwem będzie szybki ślub z posiadaczem wypasionej fury w kolorze czarnym?

W ostatnich latach Gruzja stała się popularnym kierunkiem wakacyjnych wypadów, a w polskich miastach gruzińskie piekarnie wyrastają jak grzyby po deszczu. Codzienne w drodze do domu mijam dwie i rzadko kiedy potrafię się oprzeć wypiekanym w nich pysznościom, ale o tym, jak  żyje się kraju wina i jak odnajduje się w nim przybysz z dalekiej kulturowo Polski wiedziałam niewiele. To się zmieniło dzięki książce Martyny Kaczmarzyk. „Gruzja. Jak się żyje Polce w kraju wina, gościnności i drogowych absurdów” składa się z siedmiu części. Z pierwszej („Anatomia gruzińskiej gościnności”) dowiemy wszystkiego na temat tradycyjnych biesiad, ale supra to nie tylko wspólne jedzenie, to „sztuka celebracji życia, nośnik kultury i żywej tradycji zawierającej wytyczne dla przyszłych pokoleń Gruzinów”. Druga („W gruzińskim kuchni, czyli kto tu rządzi”) , zdecydowanie najzabawniejsza i najciekawsza część została poświęcona relacjom damsko-męskim, podziałowi ról w gruzińskim domu,  randkowaniu, zaręczynom i wreszcie tradycyjnym zaślubinom, ale też układaniu sobie stosunków z teściami. O tym, co tak naprawdę znaczy być mężczyzną we współczesnej Gruzji przeczytamy w części trzeciej („To męski świat”).  Czwarta opowiada o zderzeniu autorki z gruzińską rzeczywistością i próbie odnalezienia swojego miejsca w tym pełnym absurdu kraju. Dwa najkrótsze rozdziały zostały poświęcone Kutaisi oraz Tbilisi, a książka kończy się pomysłowo zestawionym i naszpikowanym ciekawostkami „Gruzińskim alfabetem”. Sama nie wiem, czego się spodziewałam, sięgając po „Gruzję. Jak się żyje Polce w kraju wina, gościnności i drogowych absurdów”, ale z całą pewnością nie tego, że przez kilkaset stron uśmiech nie będzie schodził z mojej twarzy. Pełna soczystych anegdot i zaskakujących opowieści książka napisana jest bez zadęcia, lekko i z humoru.

Raczej nie odnalazłabym się w kraju, w którym „Zaraz będę” oznacza „Będę, jak będę, może za 3 dni”, czacza nie ma nic wspólnego z tańcem, a „niewierność mężów jest społecznie akceptowana, a od kobiet natomiast oczekuje się przymykania na to oczu. A w niektórych przypadkach totalnej ślepoty”. Pewnie wykończyłaby mnie dieta, w której „chleb jest niezbędnym dodatkiem do wszystkich dań, nawet tych z makaronem czy bazujących na ziemniakach”, ale i tak z przyjemnością przeczytałam książkę Martyny Kaczmarzyk, którą polecam nie tylko osobom, które w najbliższym czasie wybierają się w podróż do Gruzji albo planują przenieść się do tego fascynującego kraju na stałe.

„Gruzja. Jak się żyje Polce w kraju wina, gościnności i drogowych absurdów” oraz inne książki podróżnicze znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska – Rumin

Poprzedni "Furia tajfunu" Clive Cussler
Następny „Ta druga” - Karolina Wilczyńska