Hajmdal Początek Podróży – Space Opera dla każdego?


Podróż i tułaczka po kosmosie to temat który jest wykorzystywany w popkulturze od lat. Powstały na podstawie tego zagadnienia wiele seriali, filmów oraz oczywiście książek.

Co wynika za tej popularności tematu? Osobiście wydaje mi się, że jest to fascynacja kosmosem i tym co nieznane. Tułaczka w kosmosie daje twórcom niesamowite możliwości w tworzeniu przekazu. Wystarczy spojrzeć na np. seriale takie jak Star Trek czy Doktor Who, gdzie motyw wędrówki jest na każdym kroku. Co ciekawe, są to dzieła które przetrwały próbę czasu i są rozwijane oraz inspirują od dziesięcioleci.

Specyficznym tematem jest połączenie military science fiction z motywem wędrówki. Pojawiło się parę dzieł tego rodzaju, które dumnie prezentują gatunek Space Opera. Na pewno wyróżnia się tutaj Zaginiona Flota, która zdobyła niewiarygodną popularność w kręgach fanów science fiction. Ciężko skończyć na pierwszym tomie tej absolutnie wyjątkowej serii, gdzie obudzony po stu latach oficer staje na czele rozbitej floty i próbuje uciec przez wrogie systemy. Jazda bez trzymanki, pisałem o tym wcześniej, dalej  gorąco polecam, to moja ulubiona seria Space Opera.

Dlatego też do Hajmdala podszedłem z olbrzymimi oczekiwaniami oraz pewnym dystansem. Z jednej strony chciałem (nie boję się tego powiedzieć), żeby to był zalążek serii tak samo dobrej jak popularne Lost Fleet. Z drugiej jednak strony wiedziałem, że autor tego cyklu zaprojektował nie tylko fabułę do swoich książek, ale także cały system polityczny, a nawet przemyślał kwestie fizyki dzięki czemu w bogaty sposób opisał walki kosmiczne oraz sposób poruszania się okrętów z uwzględnieniem ich rodzajów, tonażu czy też szyku. Pedanci którzy lubią się czepiać szczegółów tacy jak ja byli w niebie.

Już rozumiecie z czym się mierzył Dariusz Domagalski? Przeglądając portfolio autora zauważyłem całkiem sporo książek opartych na historii (Krzyżacy) oraz fantastyki inspirowanej Pismem Świętym (anioły, demony i takie tam). Autor więc zaczął atakować totalnie nieznane sobie, jeżeli chodzi o warsztat pisarski, tereny. Bo przecież tak samo jak ja, mógł się zaczytywać Campbellem czy bardziej klasycznie Lemem czy też Frankiem Hebertem.

W dwóch jednak ostatnich przypadkach nie mogło mu to za bardzo pomóc z tworzeniem space opery z motywem drogi. Hajmdal opowiada historię osadzoną gdzieś w bardzo dalekiej przyszłości, kiedy to ludzkość dawno zaczęła rozłazić się po kosmosie oraz spotykać obce rasy. Kosmos nie jest tak straszny jak w książce Wojna Starego Człowieka gdzie większość obcych gatunków walczy między sobą o ograniczoną ilość planet nadających się do kolonizacji. W świecie Dariusz Domagalskiego istnieją oczywiście rasy agresywne, szukające niewolników czy też po prostu niszczące planety, większość jednak jest pokojowa nastawiona, handluje ze sobą itp.

Ziemia niestety zostaje w pewnym momencie zniszczona, nagle i bez ostrzeżenia. Ludzkość i tak przetrwała, gdyż zdążyła rozplenić się po galaktyce. Ludzie są cenionym gatunkiem, bo są świetnymi żołnierzami i kreatywnymi naukowcami. Tak więc mija kilkaset lat od tego momentu, ziemia staje się mrzonką i legendą, ludzie zaczynają się asymilować z innymi rasami, co bezpośrednio wpływa na kolejne pokolenia, gdzie mieszkańcy jednej planety stają się niewiarygodnie inteligentni (a więzi rodzinne zanikają, bo tak jest skonstruowane społeczeństwo obcych), gdzieś indziej powstają ludzkie kompanie najemników (ludzie dzięki intuicji są fantastycznymi pilotami), a jeszcze gdzieś indziej stają się ważnym elementem pewnej technokracji (ludzki organizm przetrwa wiele i rzadko odrzuca technologiczne modyfikacje). Ludzie więc stali się stałym elementem kosmicznej cywilizacji.

Po kilkuset latach powstał pomysł, by stworzyć Federację Terrańską. Ludzie mieli się zjednoczyć i wspólnie pod opieką pewnej obcej rasy ponownie rozwkitnąć. Otrzymali w prezencie od swoich protektorów dwie rzeczy – planetę w idealnej ekosferze. Drugą rzeczą jest super pancernik (tutaj nazywany po prostu jako dreadnought) Hejmdal. Okrętów o podobnym tonażu jest zaledwie parę w całej galaktyce (jedna rasa jednak posiada jeszcze większy typ okrętu ale o tym w książce). Nie ma jednak nic za darmo, gdyż ludzie wzamian mają zadbać o ochronę pokojowej rasy. Okręt ledwo wyszedł z doków, jest obsadzony żółtodziobami oraz weteranami z całej galaktyki i podczas testu broni, dochodzi do ataku. Tak się zaczyna wędrówka Hejmdala.

Historia jest opowiedziana z paru perspektyw. Dowiadujemy się wiele o problemach początkującego imperium, jak to weterani tacy jak pierwszy oficer oraz kapitan (oraz admirał jedno okrętowej floty) muszą sobie radzić z zaczynającymi swoją karierę na okręcie żółtodziobami, którzy nawet nie mogli przejść odpowiedniego szkolenia. Taka zbieranina z całej galaktyki nie zacznie znać swoich możliwości, póki niestety pierwszy raz nie weźmie udziału w bitwie. I tutaj wiele obaw mają weterani, którzy dbali o działania strategiczne obcych formacji lub też kierowali okrętami piratów. Oni doskonale wiedzą, że póki człowiek nie zostanie ostrzelany, to nie wiadomo z jakiej gliny jest ulepiony.

Ten motyw przewija się od samego początku książki i to jest celem pierwszego tomu serii. Poznajemy różnych bohaterów, a także tego co kryje się w ich sercu oraz czy mają zadatki na wojowników, czy też są zwykłymi pozerami. Cała powieść to wprowadzenie i dopiero od drugiego tomu zaczyna się właściwa wędrówka. Jednak jako fan Campbella i space opera trochę mi brakowało bardziej konkretnych opisów świata, ras itp. W książce przydałby się jakiś indeks zagadnień, gdzie by były opisane jednostki czy też obce rasy i cywilizacje. Nazw przewija się bardzo dużo i w pewnym momencie szybko zaczynamy się gubić, zwłaszcza że już na początku pojawiają się cztery różne rasy o trudnej do wymowy nazwie i które działają w absolutnie inny sposób i po prostu zaczynają się plątać. Czytamy tylko to co jest na powierzchni i często chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej. Mimo to, to jest dalej dobra książka fantastyczna i czytając bawiłem się nieźle. Polecam fanom space opera.

 

Poprzedni Jacek Bartosiak "Przeszłość jest prologiem"
Następny "Pirania" - Clive Cussler