Ludzie potrafią latać – recenzja


Ludzie potrafią latać

Przyszła dosyć chłodna, wyniosła Jesień, a teraz w naszą stronę z surowym obliczem zmierza Zima. Nie dajmy się jednak tej szarzyźnie! Chwytać za ciepłe swetry, robić kakao i siadać z książką w wygodnym fotelu! Wszystko, byleby odegnać tę jesienno-zimową depresję. Do tej roli idealnie nada się zbiór dziesięciu opowiadań, można nawet pokusić się o określenie anegdotek, zebranych w całość pod hasłem „Ludzie potrafią latać”.

Zacznijmy od tytułu. Może być nieco mylący, sama raczej spodziewałam się motywów nastawionych na przełamywanie barier, pokonywanie słabości. Opowieści o ludzkiej dobroci i wielkim sercu, dzięki którym nasz świat się zmienia i staje coraz piękniejszy. Tymczasem tematem przewodnim jest miłość w różnych formach. Ta od pierwszego wejrzenia, ta która wpadła w rutynę, ta którą sami siebie powinniśmy obdarzać. To zawsze chodliwy motyw, który nigdy się nie wyczerpie, więc czemu nie? Zawsze warto poczytać coś nowego, spojrzeć na coś z innej strony. Tytuł za to pokrywa się z ostatnim rozdziałem, zamykającym serię.

Sama kolejność rozdziałów nie pasuje mi w pełni. Początek jest bardzo optymistyczny, natomiast w środku zadziało się coś niedobrego. Głównie chodzi mi tu o „Klątwę Cygana” Anny Kasiuk, która przedstawia w moim odczuciu toksyczną relację, jednocześnie wskazując jako szczęśliwe zakończenie trwanie w niej dalej. Jej bohaterów dzieli większa różnica wieku, ale nie to jest problemem, a grubiaństwo i wulgarność jednej ze stron. Nie mogę zrozumieć, dlaczego trwanie u boku człowieka, który poza pieniędzmi nie jest w stanie nic pozytywnego wnieść do związku, ma być w porządku i zasługuje na aprobatę i okraszenie tego mianem „szczęśliwego zakończenia” właśnie.

Im dalej w las, tym więcej smutku i surowości wkrada się do kolejnych historii, a wielka szkoda, bo początek był niemal idealny. Proste, krótkie opowiastki, wycinki z życia bohaterów, którzy tryskają energią i potrafią nas nią zarazić. Teraz muszę szczególnie wyróżnić tu rozdział „Jak znaleźć różowego aligatora” Magdaleny Knedler, który jest zwyczajnie obłędny! Razem z Marysią szukamy odpowiedzi na pytanie postawione w tytule. Pomaga nam w tym czarujący obcokrajowiec, od którego myśl przewodnia wyszła. Razem  odbywają podróż, a może nawet całą serię podróży, w których dziewczyna z dystansem patrzy na swoje problemy i słabości i uczy się je przezwyciężać w ekspresowym tempie. Czyta się to z takim zaangażowaniem przede wszystkim dlatego, że chce się tak bardzo pojąć, o co chodzi z tym aligatorem?!

Całość, jako zbiór wypada w mojej ocenie bardzo dobrze. Będzie to na pewno idealna pozycja dla kogoś, kto chciałby się trochę oderwać od świata, ale nie ma ochoty na razie angażować się w coś z dłuższą fabułą. Tę książkę łatwiej będzie „poporcjować”. Nie trzeba rzucić się na nią i martwić, że jeśli ją odłożymy, to stracimy wątek, każdym rozdziałem można delektować się osobno, a nawet tak powinno się robić! Szkoda by było przejść obok jednej z historii obojętnie, nie dać jej czasu na osobiste przemyślenia. Bo choć z wierzchu konstrukcja wydaje się prosta i lekka, to w całym tomie jest mnóstwo pobocznych tematów, nad którymi warto byłoby się pochylić i podyskutować.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Ludzie potrafią latać” i inne książki z kategorii literatura piękna znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Poprzedni Miasto snów - Adam Faber
Następny Sitwa - recenzja