Miasto snów – Adam Faber


To jedna z tych książek, które niestety (albo i stety) ocenia się po okładce. A nie da się nie powiedzieć, że ta zachwyca. Dosłownie można się zakochać od pierwszego wejrzenia. Mieszanka kolorów wspaniale współgra z tytułem i sprawia, że wobec kolejnej powieści Fabera rodzą się i rozpalają mocno nasze oczekiwania. Wydaje się taka elegancka, nieprzeciętna… aż chce się ją mieć na swojej półce. W końcu taka ozdoba musi zachwycić każdego estetę i czytelnika.

Teraz istotniejsza kwestia – czy wewnątrz jest równie wspaniała? Cóż – co do tego nie jestem pewna. Z jednej strony historia ma wiele plusów, ale też ma swoje wady. To może najpierw przebrnijmy przez to, co nie zawsze gra idealnie, żeby potem skupić się na tym, co się udało.

Fabuła posuwa się powoli. To rzadko spotykane dla fantastyki. Tu musi być wartka akcja! Emocje! Przygody! Tymczasem serwuje się nam klasyczne problemy nastolatek, przeplatane jedynie jakimiś anomaliami, które stanowią tylko krótkie epizody. March, nasza główna bohaterka, jest gnębiona w szkole z powodu swojego niskiego wzrostu. Ma jedną jedyną przyjaciółkę, Isel, której rówieśnicy również nie oszczędzają z powodu jej wagi. O ich znajomości zadecydowało głównie to wykluczenie z grupy, dlatego trzymają się blisko siebie i próbują wspierać, na ile to możliwe. Szybko jednak dochodzi między nimi do szeregu kłótni – mniejszych i większych. Sam problem, z jakim codziennie mierzą się dziewczęta, został dobrze i ciekawie wyeksponowany, nie powinniśmy mimo to zapominać, że to nie o tym ma być ta książka. Pytanie więc, czy potrzebnie wpycha się nam aż tyle wstawek oscylujących wokół tego?

Poza rzeczami przyziemnymi zaczynają w życiu March pojawiać się momenty, w których jawa i sen stają się jednym. Z początku w nocy dziewczyna śni jakby intensywniej niż zwykle. Jest bardziej świadoma tego, co się dzieje, jej zmysły pracują. Później zdarza jej się mieć wizje w ciągu dnia i to w najmniej spodziewanych chwilach. Dodatkowo wydaje się być śledzona przez dziwnego chłopaka o błyszczących oczach, który pojawia się i znika. Zaniepokojona, zwierza się Isel, która później przekazuje to jej matce. Po zmuszeniu March do wizyty u psychologa i podsłuchaniu kilku przykrych słów na swój temat nasza bohaterka postanawia uciec z domu. Jako cel wyznacza sobie (przynajmniej na początek) odnalezienie swojego tajemniczego prześladowcy. Więcej nie zdradzam, warto samemu sprawdzić, jak potoczą się jej losy.

Tak, jak wspomniałam, akcja rozkręca się powoli, niespiesznie. Na szczęście nie tak wolno, żeby zasnąć, ale też nie tak szybko, żeby dać wciągnąć się od pierwszych słów. Nie jest to wcale złe, jednak nie każdemu taki sposób prowadzenia narracji będzie pasować. Jak dla mnie, to dla głównego motywu jest idealny. W końcu mamy poczuć się jak we śnie, prawda? Nie potrafimy przejąć zupełnej kontroli nad snami, więc zamiast próbować, dajmy się ponieść. Czasem musimy poczekać na rozwój wypadków, zdarzy się też, że niektóre wizje mogą nam się wydać absurdalne, pewne sprawy będą przerysowane i wręcz groteskowe, ale hej! Czego się spodziewaliście po śnie? Dajcie mu szansę i przekonajcie się, czy odnajdziecie w tej książce młodzieżowej przyjemne majaczenie czy istny koszmar.

Poprzedni Najpopularniejsze książki dla młodzieży
Następny Ludzie potrafią latać - recenzja