Niebezpieczna gra – recenzja


Co za debiut! Emilia Wituszyńska to nowe nazwisko na polskim rynku wydawniczym. Przyznam się, że po jej pierwszą książkę sięgnęłam z dużym dystansem, skusiła mnie fajna okładka. Jednak od czasu do czasu próżność popłaca i można trafić na świetną pozycję, tak jak w tym przypadku. Autorka zaczyna z wysokiego C i aż boję się myśleć, co czeka nas z jej strony w przyszłości. Dziś parę słów o naprawdę dobrej „Niebezpiecznej grze”.

Stołeczna policja ma wielu świetnych pracowników, szczególnie tych napływowych, oddanych swojej służbie i współpracownikom. Weronikę poznajemy na zawodowym zakręcie – po stracie partnera próbuje poukładać sobie na nowo zawodową rzeczywistość. Wychodzi jej to z marnym skutkiem… ale nie traci zaufania szefa, który powierza jej ochronę przystojnego aktora młodego pokolenia, wplątanego w zabójstwo niedoszłego premiera. Przemek -jak przystało na ten gatunek literacki – jest bożyszczem kobiet, przystojny, wysportowany, z błyskiem w bursztynowym oku. Producenci zabiegają o niego, bo przyciąga przed ekrany rzesze fanatycznych wielbicielek. Pracuje na swój image amanta jak należy, ale sprawa morderstwa nieco komplikuje mu realizacje zawodowych zobowiązań. Ta dwójka skazana na swoje całodobowe towarzystwo początkowo nie przypada sobie do gustu. Utarczkom słownym (i fizycznym) nie ma końca, ale w miarę rozwoju akcji, przekonują się jak wiele ich może łączyć i zaczynają całkiem sprawną współpracę na gruncie i zawodowym i prywatnym.

Na pierwszy plan książki wychodzi relacja dwójki głównych bohaterów, etap poznawania się, mierzenia wytrzymałości psychicznej przeciwnika, zdobywanie zaufania, zainteresowania, odkrywanie coraz głębszych zakamarków duszy, by kulminacyjnie zatracić się w miłości. Weronika i Przemek nie zostali przerysowani, są bohaterami z krwi i kości, których wady jak i zalety tworzą sympatyczną układankę. Książkę czytało się sprawnie i lekko. Za stylistykę należy się mocna piątka z plusem.

Stolica, w której dzieje się większość akcji, stanowi bardzo dyskretne tło opowieści. Emilia Wituszyńska zabierze was też w podróż w Bieszczady, do Ustrzyk, nad Solinę, wpadniecie na momencik do Krakowa czy Wrocławia.

Czy da się zaszufladkować tę książkę? Po kilku stronach lektury pierwsze skojarzenie to Paulina Świst… Tu jednak przekleństwa dozowane są  z większą subtelnością, zbliżeń intymnych nie jest tak wiele i nie są tak wyuzdane. Napięcie, i te seksualne i emocjonalne, między bohaterami narasta stopniowo, wkomponowuje się idealnie w akcję książki, momenty rozczulające serce są rozłożone w idealnych proporcjach. No i ten humor! Mnie Przemek i Wiktoria kupili od razu.

Nie znam policyjnego świadka i często mam obawy, czy będę mogła odnaleźć się w książkowym świecie nie gubiąc się w zawodowym żargonie czy procedurach. Zapewniam was że Emilia w swojej książce podeszła sprawnie do tematu i nie przytłoczyła mnie strzelaninami, pościgami czy przemocą. Było kilka nagłych zwrotów akcji, zbyt gwałtownych niż atmosfera lektury, ale nie drażniło mnie to wcale. Nieco mogą się za to rozczarować czytelnicy lubujący się w aktorskim światku. Tu o profesji Przemka, warsztacie jego pracy, branżowych imprezach jest niewiele. Niemniej jest super apartament, w kontraście do przaśnej kawalerki policjantki, czy markowe ciuchy w których lansują się gwiazdy na ściankach. Czy dla kryminału to ujma? Raczej nie. Na product placement książka nie cierpi.

„Niebezpieczna gra” to świetna układanka: emocji, niebezpiecznych zwrotów akcji, przemocy (bez której nie ma kryminału), przystojnych mężczyzn, pięknych kobiet, romansu i humoru  – czego chcieć więcej? Efekt: przyjemnie spędzony czas i uśmiech na twarzy na wspomnienie lektury. Krótko mówiąc – dobra robota!

Autorka recenzji: Marta Poznańska

“Niebezpieczną grę” i inne książki z gatunku literatura kobieca znajdziesz w księgarni selkar.pl.

Poprzedni Siedmiu mężów Evelyn Hugo - recenzja
Następny Podróż do Carcassonne - recenzja