Osiedle RZNiW – Remigiusz Mróz


Książki Remigiusza Mroza

Myślałam, ba! – byłam pewna – że Remigiusz Mróz już niczym mnie nie zaskoczy. A tu mnie wręcz zaszokował. Dał czytelnikom coś zupełnie nowego, a jednocześnie tak bardzo w jego stylu. Zawsze cieszy mnie rozwój pisarzy, a tym bardziej podziwiam tę elastyczność występującą po latach publikacji. W końcu nie łatwo wyjść tak po prostu ze swojej strefy komfortu. A może u pana Mroza nie ma takiej strefy albo też jest, ale obejmuje każdy możliwy temat?

Przenosimy się na osiedle lat dwutysięcznych. Ach, czy czujecie już ten lekki swąd patologii? No bo przecież chyba nikt nie spodziewał się zabawy na trzepaku i gry w Tamagotchi. Zamiast tego jest hip-hop, wulgarność i używki. Człowiek, w zasadzie jeszcze nastolatek z rodziny na pół przedartej chorobami i głupotą. Patologia zrodzona z patologii. Jego życie toczy się zwyczajnie, przynajmniej on sam tak przyjmuje. Pobicia, drobne kradzieże, pisanie rapowych kawałków i ucieczki przed psiarnią – tak można opisać typowy dzień Deso.

Pewnego dnia chłopak otrzymuje sms-a. Pora dosyć późna, a wiadomość dosyć zagadkowa: „Boje się. Chyba ktoś za mną idzie”. Numer nie był mu znany, więc z początku wiadomość zignorował. Później naszła go jednak refleksja, że może to nie żarty i ktoś rzeczywiście potrzebował pomocy. Jeśli to jakaś jego psychiczna była, to najwyżej się rozłączy, a rzecz warto sprawdzić. W słuchawce słyszy jednak same trzaski, więc rezygnuje z dalszych prób i kładzie się spać. Następnego dnia okazuje się, że pod szkołą stoi policja. Jedna z uczennic zaginęła. Chodzi o Izę Mikulską, koleżankę (a może kogoś więcej) z klasy Deso. Być może to właśnie ona próbowała się z nim skontaktować. Pytanie tylko czemu. Tego postanawia dowiedzieć się nasz bohater i wszczyna poszukiwania na własną rękę.

Zaskoczył mnie bardzo klimat tej powieści. Niby sporo tu mrozowego sypania tekstami około prawniczymi, jednak tu już nie ma Chyłki, która może i jest straszną wredotą, pomiatającą innymi, bez skrupułów krytykującą każdego na jej drodze, ale jednak wciąż będącą kobietą sukcesu, wykształconą i z doświadczeniem. Zamiast tego mamy młodego, skrzywdzonego przez życie i społeczeństwo chłopaka, który nabrał złych nawyków i obraca się w nieciekawym towarzystwie. Niby ten sam dialekt w postaci łaciny podwórkowej, a jednak zupełnie różne osobowości. Tutaj ostre słowa to mowa potoczna, nie robią na nikim specjalnego wrażenia. Wszystko to okraszone jest elementami hip-hopu i przypomina obrazy Polski z wczesnych lat dwutysięcznych, pełne blokowisk i osiedlowych gangów. Jeszcze przed pierwszym rozdziałem możemy prześledzić cytaty utworów raperów takich jak O.S.T.R.y czy Pezet.

Jakkolwiek brutalnie rzeczywistość by w „Osiedlu RZNiW” nie wyglądała, ja nie mogłam opanować się ze śmiechu. Nie wiem sama do końca dlaczego, ale tak konsekwentne prowadzenie narracji w stylistyce początkującego rapera-kryminalisty w mojej głowie zabawnie kontrastuje z dotychczasowymi bohaterami u Mroza. Bo to praktycznie te same słowa i zbliżone sytuacje, a wydźwięk zupełnie inny. I jednocześnie nie czuć, że autor zmuszał się do zabiegów, mających uwiarygodnić przedstawione środowisko, chociaż wkradło się tu troszkę jego maniery i w momentach zapomnienia tekst zdaje się bardziej elegancki, ale to oczywiście w niczym nie przeszkadza. Warto jednak zaznaczyć, że to książka dla osób lubiących cięższy, nieco przytłaczający klimat.

“Osiedle RZNiW” i inne książki Remigiusza Mroza znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Poprzedni Widoki - Agnieszka Lis
Następny Nazajutrz cię odnajdę - Magdalena Wala