“Pirania” – Clive Cussler


Jak ten czas szybko leci. „Pirania” to już dziesiąty tom serii o niesamowitych przygodach załogi statku „Oregon”. Podróżnik, badacz historii katastrof morskich i niekwestionowany mistrz powieści sensacyjno – przygodowej Clive Cussler, tym razem wspomagany przez Boyda Morrisona, specjalistę od nowinek technicznych, zabiera nas w kolejną niezwykłą podróż na pokładzie jednostki, której wyposażenie wprawiłoby w osłupienie nawet sławnego agenta 007. Po wciągającej „Dżungli” i trzymającym w napięciu „Mirażu” liczyłam na kolejną porcję zawrotnej akcji i się nie zawiodłam!

Rok 1902. Martynika. Do portu Saint – Pierre przybija kanadyjski parowiec SS „Roraima”. Nad miastem unoszą się kłęby dymu, bo właśnie trwa erupcja wulkanu Montagne Pelee. Władze portu zapewniają kapitana statku, że zarówno jego jednostka, ładunek, jak i nieliczni pasażerowie, są całkowicie bezpieczni. Dochodzi jednak do straszliwej tragedii, a umierający w męczarniach podróżnik przekazuje swój tajemniczy dziennik pierwszemu oficerowi i szepcze mu do ucha: „Znalazłem Oz”.

W tak spektakularny sposób rozpoczyna się „Pirania”, ale nie jest to powieść historyczno – awanturnicza, ale jak najbardziej współczesna książka sensacyjno – przygodowa, naszpikowana najnowszą technologią i od czasu do czasu ocierająca się o fantastykę naukową. Chwilami miałam wrażenie, że dla laika tych technicznych opisów jest nawet odrobinę za dużo, ale jeżeli kogoś interesują tajniki budowy maszyn, a w wolnych chwilach nie rozstaje się ze swoim dronem, to nie będzie się mógł oderwać od „Piranii”.

Pomijając wątki czysto techniczne, powieść Cusslera czyta się znakomicie. Akcja pędzi do przodu z prędkością „Oregonu”, a czasami nawet szybciej. Autor jest prawdziwym mistrzem w budowaniu wyrazistych postaci. Każdy z członków załogi „Oregonu” ma jakieś niezwykle umiejętności, co sprawia, że załoga statku bardziej przypomina grupę komisowych herosów niż ludzi z krwi i kości, ale tak zarysowane postacie idealnie pasują do niesamowitej historii, stworzonej przez Cusslera. Czytelnik ma wrażenie, że czyta inteligentną bajkę dla dorosłych. Kapitan Juan Cabrillo to morski odpowiednik Jamesa Bonda z domieszką Indiany Jonesa, twardy facet, który zawsze trzyma nerwy na wodzy i potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji. Podczas lektury cały czas się zastanawiałam, który aktor mógłby go zagrać w filmie na motywach powieści, bo „Pirania”, jak prawie wszystkie książki autora, to gotowy scenariusz na pasjonujący film. Intryga jest naprawdę wciągająca, przeciwnik demoniczny i pozbawiony skrupułów, a trudności, problemy i wyzwania mnożą się w postępie geometrycznym.

Podczas lektury „Piranii” przeżyłam tylko jedno rozczarowanie, i to natury… ichtiologicznej.

W „Wikipedii” wyczytałam, że „pirania (Pygocentrus piraya) to gatunek słodkowodnej, drapieżnej ryby kąsaczokształtnej, bardzo agresywny i niebezpieczny. Swoje ofiary piranie atakują gromadnie. Ciało atakowanego zwierzęcia rozcinają zębami i wyrywają małymi kawałkami. Zjadają także płetwy i łuski ofiar. Sprowokowane zapachem krwi mogą zaatakować ranne, znacznie większe od siebie zwierzę kręgowe – nawet człowieka”. Brzmi przerażająco? Dawno temu oglądałam kilka horrorów klasy B i C, w których występowały krwiożercze ryby, i biorąc pod uwagę tytuł powieści Clive’a Cusslera’a, miałam nadzieję, że pojawią się w książce, by odegrać w niej kluczową rolę. W końcu tytuł do czegoś zobowiązuje! Niestety, odkrycie do czego tak naprawdę się odnosił, sprawiło mi mały zawód.

Wszystkich amatorów morderczych ryb uprzedzam, że będą musieli obejść się smakiem. Co nie zmienia faktu, że fani Clive’a Cusslera’a będą zachwyceni, a  czytelnicy, którzy do tej pory nie mieli przyjemności zapoznać się z twórczością tego obdarzonego wielką wyobraźnią pisarza, zaczną zachodzić w głowę, dlaczego wcześniej nie sięgnęli po jego książki, bo„Pirania” to rozrywka w najczystszej postaci!

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska – Rumin

“Piranię” Clive’a Cusslera i inne książki przygodowe znajdziesz w księgarni selkar.pl

Poprzedni Hajmdal Początek Podróży - Space Opera dla każdego?
Następny Kruche Życie - Recenzja