Przy naszej piosence – Klaudia Bianek


Książka new adult

W dzieciństwie wszyscy zachwycaliśmy się bajką o Kopciuszku, który w zaledwie jedną noc przeszedł metamorfozę z zabiedzonej, styranej przez życie sierotki, do pięknej, strojnej damy, która potrafiła oczarować sobą samego królewicza. To właśnie przełożenia tej znanej baśni, na nasze polskie realia, możemy się spodziewać po „Przy naszej piosence” Klaudii Bianek. Nie ma tu co prawda szklanego pantofelka, za to jest długa playlista utworów, zamiast księcia mamy przystojnego właściciela kawiarni, a w dobrą wróżkę wcielają się kolejne postaci o nieprzebranych pokładach empatii.

Główną bohaterką powieści jest Kornelia, z gatunku tych, co same nie potrafią ułożyć sobie życia i muszą uwiesić się na szyi jakiemuś facetowi, który pomoże im przetrwać. Dziewczyna pochodzi z patologicznej rodziny. Nie zna ojca, a matka zupełnie się nimi nie przejmuje, całe dnie spędzając ze swoim sponsorem. Nela gardzi swoją rodzicielką, dlatego próbując się wyrwać ze znienawidzonego domu… wprowadza się do mężczyzny, który płaci za jej potrzeby i zachcianki. Szczęśliwie, załatwia też pracę, a jej brata, Adriana, zatrudnia nawet u siebie w kawiarni. To pomaga rodzeństwu odbić się od dna, usamodzielnić się choć trochę.

Sympatią łatwo obdarzyć Antka, drugiego z głównych bohaterów. Rozdziały jego i Kornelii występują na przemian. W ten sposób poznajemy perspektywę obojga, choć ta, jakże urocza, parka zdaje się nie wiedzieć za bardzo, co czuje, myśli, czego chce… Przez to środkowa część książki wydaje się rozmyta. Oboje zachowują się jak we śnie, działają, a następnie wycofują się ze wszystkiego, zachowują jak gdyby nigdy nic. Wygląda to mniej więcej tak: Kornelia całuje Antka, przeprasza go i ucieka. Antek wzrusza ramionami. Później mężczyzna sam obsypuje ją pocałunkami, jednocześnie podkreślając, że jest tylko jej przyjacielem. I tak sobie żyją, a nawet śpią razem, wciąż twierdząc, że nic się między nimi nie dzieje i zaprzeczają wszem i wobec jakoby byli parą.

Wszyscy zdają się jednak dostrzegać łączące Antka i Nelę uczucie, nawet jeśli sami interesowani tego nie robią. W zasadzie spokojnie historia mogłaby zakończyć się w liczbie stron o połowę mniejszej. Niestety, wiele wątków jest wciśniętych na siłę, żeby „robić objętość”. Nie poznajemy bohaterów głębiej, prawie nic nie można o nich powiedzieć, poza wymienieniem jakichś maksymalnie trzech cech, które same w sobie nie zbudują złożonej istoty, jaką jest człowiek. Tak naprawdę to ciskanie jakichkolwiek kłód pod nogi zakochanym nie ma większego sensu, bo godzą się i radzą sobie z problemami ciągle w ten sam sposób, wedle jednego, określonego schematu, gdzie ona popłakuje, a on ją przytula i mówi, że będzie dobrze (a potem po prostu jest dobrze).

Klaudia Bianek idzie za ciosem, wydając kolejne książki, lecz te od siebie się specjalnie nie różnią. Mam wrażenie, że za każdym razem czytam to samo. Dwójka bohaterów, stwarzająca sobie problemy, naprzemiennie wybuchająca złością, tudzież łzami i emanująca miłością oraz czułością do siebie. Czasem i coś takiego jest potrzebne. Przeczytać coś, co da nam pewne, satysfakcjonujące zakończenie. Dla mnie liczy się również ta droga, którą trzeba przebyć, żeby sprawy się ułożyły, a u Bianek zwykle nie jest ona zbyt wymyślna, tak jest też w tym przypadku. Mimo to początek mnie zaintrygował i sądzę, że entuzjaści lekkich opowieści z romansem w tle na pewno będą zachwyceni.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Przy naszej piosence” i inne książki new adult znajdziecie w księgarni selkar.pl.

Poprzedni Port nad zatoką - Magdalena Majcher
Następny Daisy Jones & The Six - Taylor Jenkins Reid