Recenzja książki “Miłość i inne deliria” Miki Dunin


Książki obyczajowe nie zawsze dobrze mi się kojarzą. Bardzo często w moim odczuciu są nudne i bezbarwne. Wielokrotnie odkładałam książkę na półkę, z myślą, że kiedyś do niej wrócę – nie wracałam. Z powieścią Miki Dunin „Miłość i inne deliria” było zupełnie odwrotnie. Książka mną wstrząsnęła i poruszyła emocje, jakich dawno nie czułam.

Mika Dunin, to pseudonim artystyczny pisarki, blogerki i dziennikarki, która w swoich powieściach porusza temat bardzo ciężki i wstydliwy dla kobiet – alkoholizm. Autorka nie kryje, że książka ma aspekt autobiograficzny. Córka alkoholika, która odstawiła alkohol 20 lat temu w sposób bardzo ostry przedstawia rzeczywistość swoich bohaterek.

Powieść jest zbiorem porażających historii trzech kobiet, Mileny, Lili i Ingi, które dążyły w życiu do tego samego – miłości. Ich perypetie są pełne bólu i cierpienia. Droga, którą podjęły, do osiągnięcia celu, jest ciernista i bardzo trudna.

Ślepe dążenie do miłości staje się dla bohaterek nałogiem, a jak wiadomo, żaden nałóg nie jest dobry. Próby osiągnięcia w życiu szczęścia kończą się upojeniem alkoholowym, przypadkowym seksem i zdecydowanym brakiem miłości.

Historie opowiedziane są od momentu, gdy bohaterki były małymi dziewczynkami. W każdym następnym rozdziale poznajemy kolejne etapy w ich życiu; jako nastolatki i później dorosłe kobiety, żony, matki, kochanki. Żadna z nich nie chce powielać schematów wyniesionych z domu rodzinnego. Każda za wszelką cenę chce być mądrzejsza, silniejsza i lepsza niż ich rodzice. Czy tak naprawdę jest?

Autorka bez lukru opowiada nam perypetie kobiet i ich relacji z bliskimi osobami. Nie są to dobre, prawdziwe relacje, o których marzą nasze bohaterki. Wręcz przeciwnie, każda z nich ma wielki problem, żeby osiągnąć w życiu to, co ważne. Przy każdej kolejnej porażce sięgając po lampkę wina, obiecują sobie, że nigdy więcej, upadają, podnoszą się i znowu upadają. Sięgają dna i wstają. Ten schemat powtarza się wielokrotnie.

Gdy skończyłam czytać książkę, bardzo ciężko było mi wrócić myślami do rzeczywistości. Książka otwiera oczy na ludzi, którzy nas otaczają i są pozornie szczęśliwi. Na kobiety w wysokich obcasach, businesswoman – wyrachowane i zimne kobiety, a tak naprawdę cierpiące w ciszy i samotności. Na matki i żony, strudzone codziennością i niedocenione przez bliskich, nieszczęśliwe.

Warto czasem się zatrzymać i pomyśleć, jak cienka jest granica między doświadczeniem życiowym i tym, jak kierujemy swoimi losami, będąc dorosłym człowiekiem. Dramatyczne historie trzech kobiet dają do myślenia. Każdy z nas, na otrzeźwienie, powinien przeczytać tę książkę, przygotowując się na to, że nie jest to lektura lekka i przyjemna. To, co można o niej powiedzieć na pewno – jest ważna.

Autorka recenzji: Marta Moś

 

Poprzedni Recenzja książki "Dziewczynka z zapalniczką" Mariusza Czubaja
Następny Najlepsze książki fantasy 2018 roku - Całkowicie subiektywny ranking