“Utraceni” Marcel Moss


Marcel Moss

Co trzeba zrobić, kiedy zaginie bliska nam osoba? W pierwszej kolejności powinniśmy jak najszybciej zgłosić się na policję. Ogromną rolę w poszukiwaniu zaginionych ogrywa też internet, prasa i telewizja. Odpowiedni komunikat w mediach społecznościowych, lokalnych/ogólnopolskich mediach może zdziałać cuda. Niestety zdarza się, że mimo ogromnego wysiłku rzeszy ludzi, zaginionej osoby nie udaje się odnaleźć. Jej rodzina przeżywa prawdziwy dramat, latami żyjąc w niepewności. Właśnie taka tragedia spotkała bohaterów „Utraconych” – pierwszej części nowej serii kryminalnej Marcela Mossa.

W Wigilię 2016 roku Sandra Milton straciła ojca, który na jej oczach został zamordowany, i ukochaną młodszą siostrę. Lena została uprowadzona przez trzech mężczyzn i ślad po niej zaginął. Sandra obwinia się o zniknięcie siostry, bo jako dziennikarka śledcza naraziła się bardzo potężnych i bezlitosnym ludziom:  przygotowany przez nią materiał doprowadził do dymisji ministra sprawiedliwości – Waldemara Nickiego. Czy za tragedią w domu Miltonów stoi brat Nickiego, znany jako Skorpion? Kiedy policja bezradnie rozkłada ręce, a matka zaginionej popada w głęboką depresje, wydaje się, że już tylko Sandra nadal wierzy, że jej siostrę uda się odnaleźć całą i zdrową.  Dlatego zrozpaczona kobieta zatrudnia się w Agencji Poszukiwań Osób Zaginionych „ECHO”. Jej właścicielem jest Ignacy Sznyder, który wydał na jej uruchomienie resztki oszczędności niecały rok po zniknięciu swojego brata Tymona. Agencja ma kłopoty finansowe, dlatego Igi decyduje się zająć sprawą zniknięcia syna znanego działa społecznego Ryszarda Hajduka, który słynie z kontrowersyjnych wypowiedzi i ma wielu wrogów. Co się stało z Ziemowitem? I czy Igiemu i Sandrze uda się odnaleźć zaginionych członków rodziny?

„W dzisiejszych czasach wszyscy fantazjują o przemocy”. Czy aby na pewno? „Utraceni” są już piątą powieścią Marcela Mossa, którą przeczytałam w tym roku, więc doskonale wiedziałam, czego mogę się spodziewać, ale pierwsze rozdziały naprawdę mnie zaskoczyły. Najpierw poznajemy Sarę, której z jednej strony „udało się przetrwać najkoszmarniejszą nic w historii rodziny Miltonów. Z drugiej jednak przez następne lata każdego dnia czuła się martwa. Jej życie skończyło się w chwili, gdy włamywacze zabrali Lenę”, a potem Igiego, który dzięki wsparciu przyjaciela uporał się z uzależnieniami, ale nadal prześladują go demony przeszłości. Czyżby autor postanowił zafundować czytelnikom historię zupełnie inną od tych, którymi raczył nas do tej pory – bardziej wyważoną, subtelniejszą, spokojniejszą, mniej brutalną? Na początku lektury faktycznie można odnieść takie wrażenie, więc powoli zaczęłam się nastawiać na pasjonującą i zagmatwaną opowieść o poszukiwaniu zaginionej osoby, ale niestety druga połowa książki to już dobrze znany nam Marcel Moss z trylogii hejterskiej, tyle że z bardzo rozbudowanym wątkiem narkotykowym. Zdecydowanie za mało w „Utraconych” kryminału, a za dużo prób zszokowania czytelnika. W książce poczytamy o autoagresji, której z lubością oddają się bohaterowie. Nie zabrakło w niej także opisów brutalnych gwałtów i straszliwych tortur. I gdzieś w tym natłoku dziwacznych narkotycznych wizji, wszelkich okropieństw i scen przyprawiających o mdłości gubi się główny wątek.

Ciąg dalszy nastąpi i z pewnością od razu wskoczy na szczyt listy bestsellerów, ale „Utraceni”, podobnie jak pozostałe książki autora, raczej nie przypadną do gustu czytelnikom, których odrzucają sceny przemocy. Po lekturze pięciu powieści Marcela Mossa mam taki przesyt okrucieństwa, że w ramach odtrutki muszę teraz sięgnąć po coś lekkiego, łatwego i przyjemnego.  I koniecznie z uroczym kotkiem na okładce.

Lubisz mocne książki kryminały,zajrzyj do oferty na stronie internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

Poprzedni Zrozumieć szaleństwo - Susannah Cahalan
Następny "Grzechy mojej siostry" Olga Kruk