Widoki – Agnieszka Lis


Nie dajcie się zwieść uroczej okładce, kojącym kolorkom ani lekkiemu opisowi. Agnieszka Lis nie należy do pisarek tego rodzaju, co to piszą lekkostrawne obyczajówki, takie do umilenia wieczoru czy popołudniowej leniwej kawy z ciastkiem. Pomiędzy wierszami (o ile nie boleśnie wprost) ujmuje słabości ludzkie, dramatyczne rozterki i ból, całe morze bólu. Tutaj nie żyje się długo i szczęśliwie tylko „jakoś” i „byle do pierwszego”.

Książki autorstwa Lis zdecydowanie nie są dla każdego. Sama jeszcze przetrawiam niektóre pozycje, jednak postanowiłam spróbować raz jeszcze, bo powoli zaczynam łapać ten depresyjny, patologiczny momentami klimat. Na szczęście „Widoki” są dużo lżejsze niż się spodziewałam. W porównaniu do takiej „Przebudzonej” to nawet bym powiedziała, że całkiem sielankowe. To drugi tom, kontynuacja „Pocztówek”, gdzie główni bohaterowie po raz pierwszy się spotkali. Teraz, po dziesięciu latach, trochę się u nich pozmieniało, choć oni wciąż są tacy sami.

Sandra próbuje dokonać niemożliwego – dogadać się z nastolatką. Metodą prób i błędów dochodzi do kolejnych wniosków. Całkiem przyjemny to wątek, bo każdy z nas miał kiedyś to naście lat, ale nie każdy musiał takiej istocie nabuzowanej hormonami stawić czoła, a już naprawdę niewielu wyszło z tej bitwy zwycięsko.

Kacper powiedzmy, że się ustatkował, a teraz życie chce zatoczyć krąg, więc grozi mu wizja rozwodu. To już mniej przyjemna część historii. Szczególnie smutno czyta się to w obecnych czasach, gdzie coraz wyższy jest wskaźnik rozpadu małżeństw. Dobrze, że tutaj bohater nie chce tak łatwo zrezygnować ze swojej rodziny i wręcz heroicznie o nią walczy.

Dariusz z kolei ma przed sobą realnie postawiony, jakże ambitny cel – dostać służbowy samochód. No, w gruncie rzeczy chodzi o awans, ale mężczyzna nie pozostawia zbyt wielu złudzeń na temat tego, co go w pięciu się po drabince tak bardzo pociąga.

Reszta postaci, a w gruncie rzeczy sporo ich, pojawia się raczej na zasadzie „a wstawię tu kogoś, żeby było zamieszanie” i rzeczywiście, mamy tu lekki chaos. Luiza, Agata, Sylwia, Zosia, Ewa… cała gama imion. Co mnie zawsze bawi przy takiej ilości bohaterów to to, że się one nie powtarzają. Toż to nierealne, że w takiej grupie osób nie ma przynajmniej ze dwóch Marysiek i kilku Andrzejów. Ale ostatecznie to nawet lepiej, bo trudno by było się połapać w takiej ich chmarze, zwłaszcza, że duża część z nich nie odgrywa jakiejś większej roli w fabule. Losy postaci ciągle się przecinają, mamy cały miks łączonych rozdziałów, co jest całkiem fajnym urozmaiceniem, ale też ułatwieniem dla autorki.

Do stylu Agnieszki Lis trzeba się przyzwyczaić, mnie zawsze w początkowej fazie trochę irytuje. Zaczyna się w swobodnym tonie, a potem dostajemy jak obuchem w twarz falą dramatów i ciężkiej problematyki. Ale to też wyróżnia jej twórczość, nadaje jej tego pazura, tego charakteru, przez co staje się rozpoznawalna. Dlatego nie zniechęcam do czytania jej dzieł, ale przestrzegam tych, którzy sięgają po nie w celach relaksacyjnych. Bo tu odpoczynku nie będzie, czasem praktycznie trzeba odłożyć książkę na bok, żeby coś przetrawić, rozchodzić, przepracować. To nie wpisuje się do końca w ramy obyczajówki, bo zbyt wiele w tym cierpienia, ale to też ciekawa odmiana raz na jakiś czas.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Widoki” i inne książki new adult znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Poprzedni Książki o finansach - co warto przeczytać
Następny Osiedle RZNiW - Remigiusz Mróz