Witamy w Ballyfrann – Deirdre Sullivan


„Witamy w Ballyfrann” Deirdre Sullivan to coś dla sympatyków miejsc, których większość z pewnością wolałaby uniknąć. Wystarczy spojrzeć na okładkę, która absolutnie nie jest przypadkowa. Budzi przede wszystkim niepokój, a we mnie również nieskończoną ciekawość. I właśnie owa ciekawość sprawiła, że zdecydowałam się na poznanie treści. Bo stare tabliczki, las i mgła skrywają na ogół najlepsze sekrety.

Bliźniaczki Maddy i Catlin wraz z matką przenoszą się do zamku, a w zasadzie zamczyska Briana, od kilku tygodni ich ojczyma. Ale ich nowy dom nie cieszy się dobrą sławą, tak samo jak miasteczko, w którym się znajduje. I nie chodzi o górskie odludzie, a tajemnicze zaginięcia młodych dziewcząt. Czy bliźniaczkom coś grozi? I jakie sekrety skrywają miejscowi?

„Zamek stwarzał idealne warunki do nieskrępowanego buszowania – kiedy domostwo ma tyle pokoi, że potrzeba palców dłoni i stóp nie jednej i nie dwóch, ale pewnie siedmiu osób, żeby je wszystkie zliczyć, człowiek jest skazany na ciągłe eksplorowanie”

I to jest coś, czym zainteresuje się wielu czytelników. Bo jeśli jest tyle pokoi, a do wielu wejść nie można, pojawia się w głowie mnóstwo pytań. Bądźmy szczerzy… gdyby ktoś z Was znalazł się w takim miejscu, na pewno zachodzilibyście w głowę, co takiego mogą skrywać. Jakich sekretów strzegą i czy tuż za ścianą nie dzieje się coś, czym powinna zainteresować się policja. A to nie wszystko!

Dość szybko pojawiają się mroczne elementy, które odzierają powieść z niewinności. Robi się coraz bardziej mrocznie i ekscytująco. Dla mnie? Rewelacja! Nie wiem, jak zachowałabym się, będąc na miejscu bohaterek, ale jako czytelnik odebrałam to na duży plus. Autorka postawiła na ciężki klimat, niejako obiecując mi stopniowe uchylanie kolejnych tajemnic.

Jednak problemem okazały się bliźniaczki, które były solą w oku. Od wspólnych rozmów aż po charaktery. Dodatkowo nie podobało mi się niekiedy przeskakiwanie z tematu na temat, poruszając tym samym kwestie, które według mnie były zbędne – mnogość wątków pod postacią opisów. Ani to nie było adekwatne do danej sytuacji ani ciekawe. A skoro o tematach mowa… nie mogłam się pozbyć wrażenia, iż autorka ma jakby trudność z koncentracją – urywała wątki, by poruszyć kolejne. W dodatku ich zmiana była kanciasta, pozbawiona delikatności. Mam nadzieję, że choć trochę rozumiecie, bo ciężko to pisać.

I skoro przy minusach jesteśmy… warto wspomnieć o bardzo powolnej akcji i pewnego rodzaju oporze. Żeby zabrzmiało to lepiej, użyję porównania. Będąc na 100-ej stronie wciąż czułam się tak, jakbym spoglądała na świat autorki przez lekko uchylone drzwi. Moje oczy były szeroko otwarte, ja zafascynowana, ale mimo szczerych chęci, czułam pewien opór. Bardzo chciałam zobaczyć więcej, jednak nie mogłam tego dostać, nie mogłam bardziej uchylić drzwi. Być może powodem była tajemniczość, którą autorka na siłę chciała podtrzymać. Ale jak długo ktoś będzie godził się na okruchy, gdy w zasięgu wzroku ma pełne danie?

Jako ciekawostkę mogę przedstawić tytuły rozdziałów, którymi są różnego rodzaju zioła/przyprawy. Na przykład tytułem jest oregano, a pod spodem w kilku słowach przedstawione zostało jego zastosowanie/właściwości. O co chodzi? Jest to nawiązanie do treści, która zdaje się być kluczowa dla fabuły. Dla mnie? Coś innego, ciekawostka, ale równie dobrze mogłoby tego nie być z racji dość wymyślnych nazw. Zaledwie kilka nie było mi obcych.

„Witamy w Ballyfrann” wspominać będę jako potencjał, który niestety w dużej mierze został zmarnowany. Mroczne zamczysko, zamknięci w sobie miejscowi, i przerażająca pani mieszkająca tuż obok, to coś, z czego można było wykrzesać znacznie więcej. Nie wystarczy otworzyć wspomniane przeze mnie drzwi pod sam koniec, gdzie nie każdy czytelnik będzie w stanie dotrzeć. To zdecydowanie zbyt późno. Coś wyraźnie poszło nie tak.

Autorka recenzji: Daria Łapa

“Witamy w Ballyfrann” i inne książki horrory dla młodzieży znajdziecie w księgarni selkar.pl.

Poprzedni Lilianna - Anna Szafrańska
Następny Jeść czy nie jeść. Rozmowy z ekspertami o zdrowym odżywianiu - Krystyna Naszkowska