Wrzask – Izabela Janiszewska


Izabela Janiszewska zdaje się lubi eksperymentować ze słowem pisanym (i nie tylko). Doszło nawet do tego, że popełniła książkę, a gdzie najłatwiej zacząć jeśli nie w kryminale? I tak oto powstała powieść o jakże gromkim tytule „Wrzask”. A zatem o co tyle krzyku? Już streszczam.

Zaserwowano nam całą gamę postaci od tych tylko odrobinę nieprzyjemnych po okropnie wkurzające. To przykre, że autorom brakuje pomysłowości i poprzestali na starym schemacie krzewionym w polskiej literaturze sensacyjnej. Ok, Chyłka może i była swego czasu swoistym novum, a jej cięty język i ostry, gwałtowny charakter dodawały trochę świeżości. W końcu wkraczamy w epokę silnych kobiet, więc normą stało się, że wysokie obcasy i słownik wulgaryzmów idą z sobą w parze. Ale umówmy się, że co za dużo Chyłek, to niezdrowo. Ta jedna i tak zaczyna nas powoli męczyć, bo z cynicznej stała się zwyczajnie chamska. A tymczasem dostajemy jej gorszej klasy klona, Larę Luboń – dziennikarkę, która jest zbyt zajęta „robieniem rzeczy”, żeby odpowiadać na pytania swoich przełożonych, jednocześnie twierdząc, że praca to jej życie. Tematy, za które bohaterka się bierze dotyczą przede wszystkim zranionych kobiet. Jest to umotywowane głównie tym, że sama doświadczyła kiedyś bólu, została wykorzystana i od tego czasu jest równie skryta, co zdeterminowana, żeby zdemaskować jak największą liczbę mężczyzn, pozwalających sobie na stanowczo zbyt wiele.

Poza nią poznajemy także Bruna Wilczyńskiego, paskudnego, zadufanego w sobie policjanta, którego ulubionym zajęciem jest przeklinanie i utrudnianie śledztwa. Ile razy już czytało się podobną scenę, gdzie służby mundurowe przerzucają się uszczypliwościami z prokuraturą, technikami czy innymi profilerami. Ani to odkrywcze, ani ciekawe, a już na pewno przestało być zabawne z dobrych pięć lat temu. Nie wiem, czy przyzwyczajenia dziennikarskie autorki na to wpływały, ale jej dzieło wydaje się zbyt odtwórcze, za mało w nim oryginalności. A przecież fabułą książka stoi. Skoro wszyscy się tak nienawidzą, to nic dziwnego, że jedna sprawa zajmuje im taki ogrom czasu. Kto by gromadził dowody, kiedy można się z siebie ponaśmiewać. I też trzeba zaznaczyć, że u Czornyja czy Bondy to chociaż ma to jakieś ręce i nogi, a tutaj ludzie zachowują się po prostu nieadekwatnie do swojego stanowiska, wieku i czasem nawet z własnym charakterem się rozmijają. No cóż, jest nad czym popracować.

Nasza urocza parka musi się zatem w końcu spotkać, ich losy się przeciąć, ich ścieżki połączyć w jedną wspólną drogę ku złapaniu szaleńca (nie, żeby oni sami byli zbyt normalni). Co prawda napotykają jakieś przeszkody na swojej drodze, ale przecież mają swoją tajną broń –  gburowatość. A z tym żaden złoczyńca wygrać nie zdoła.

Nie mam wcale nic przeciwko kreowaniu pesymistycznego obrazu świata. Nie zawsze będzie kolorowo, prawdziwe życie też nie jest usłane różami. Jednak trend ten jest mocno nadużywany i, w mojej ocenie, w mocno niewłaściwy sposób. Po co szukać mordercy w świecie zdemoralizowanych ludzi? Po co komu prawda, skoro wszyscy i tak kłamią? Jak niby oceniają tutaj, że ktoś postępuje niewłaściwie, jeśli sami są uosobieniem wszelkich wad i ułomności w człowieku? To opowieść dla samej opowieści. Nic z niej nie wynika, nie zostawia po sobie śladu, mogłaby równie dobrze nie istnieć.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Wrzask” i inne książki kryminalne znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Poprzedni Nikt się nie dowie - Agnieszka Pietrzyk
This is the most recent story.