Wyrok – recenzja


Remigiusz Mróz

Nie sposób się nie pogubić wśród tak licznych tytułów aktualnie najpopularniejszego polskiego autora – Remigiusza Mroza, którego w zasadzie przedstawiać nie trzeba. Mało kto jest w stanie nadążyć za kolejnymi tytułami, które wychodzą spod jego pióra. Pojedyncze tomy z danej serii utrzymane są w danej konwencji, mają charakterystyczne okładki, które już daleka krzyczą do nas „MRÓZ”, jednak jeśli nie jest się na bieżąco z konkretną sagą, łatwo wpaść w lekki obłęd, To nowa książka? A może tę część już czytałem? Czy to to z Chyłką czy jednak z Forstem? Oszaleć można. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Co może bardziej ucieszyć zapalonego czytelnika niż autor, który zdaje się wyławiać pomysły z jakiegoś magicznego, niewyczerpanego źródła.

A więc dla jasności – „Wyrok” jest już dziesiątym tomem z serii o przeprawach prawniczych Joanny Chyłki i (już) mecenasa Kordiana Oryńskiego. Jeśli ktoś dobrnął aż tu, to z pewnością sylwetek głównych bohaterów przybliżać mu nie trzeba. Natomiast mogę zdradzić nieco, czym kolejna powieść stoi.

Otóż Kordian został adwokatem, chciałoby się rzec wreszcie. Cieszę się, że dotarliśmy do momentu, kiedy chłopaczyna, który wiele musiał znieść przy swej mentorce, może wreszcie rozwinąć skrzydła i działać bardziej samodzielnie. W końcu już jest równorzędnym prawnikiem, choć, jak wiadomo, musi nabrać doświadczenia. Czas więc na pierwszą samodzielną rozprawę! A jak wiadomo tę pierwszą będzie już zawsze pamiętać, trzeba więc zadbać o jak najlepsze wspomnienia, czyli w skrócie: ma odnieść sukces. Założenie jest proste tylko w teorii, bo na świeżo upieczonego mecenasa od razu spada zawiła sprawa. Ale przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Oskarżony – Benzowicz – otrzymał zarzut zabójstwa dwóch kolegów ze szkoły. Żeby było ciekawiej wszystkie dowody świadczą przeciwko niemu. Sprawa wydaje się być z góry przegrana, a na domiar złego okazuje się, że może być powiązana z postacią Piotra Langera, Sadystę z Mokotowa. Nie wróży to niczego dobrego naszemu Zordonowi. Mimo to nie ma wyboru i musi działać…

Dodatkową przeciwnością losu jest choroba Chyłki. Kobieta z dnia na dzień czuje się coraz gorzej i nie ma pewności, czy tak jak bitwy w sądzie, tak i tę walkę jest w stanie wygrać. Choć osłabiona i lekko podłamana, Joanna nie chce się poddawać. Mimo tego sama nie widzi szans na wybronienie Benzowicza. Przy okazji tej sprawy Mrozowi udaje się poruszyć wiele problemów współczesnego świata, co zawsze było obecne w jego książkach. Tym razem zakręca się wokół nastolatków, grup rówieśniczych i tym jak ludzie potrafią wpływać na siebie. Niestety, nie zawsze z pożądanym skutkiem. Dobrze też ukazano złożoność ludzkiej psychiki, gdzie umysł stanowi składową warstw problemów i prób ich rozwiązania.

Na koniec tylko wspomnę, że „Wyrok” jak żadna z książek z cyklu wcześniej, rozwija wątek miłosny między bohaterami. Może łatwiej o zbliżenie w obliczu tragedii? Trudno orzec. Mnie w każdym razie nie bardzo spodobała się droga, w jaką relacja bohaterów zmierza. Od początku zaszufladkowałam ją jako „toksyczna” i moje zdanie niespecjalnie się w tej kwestii zmieniło. I też nie tego jednak oczekuje się po prozie Mroza. Wolę kiedy skupiamy się na rozwiązaniu sprawy i obronie klientów niż na wszelkich innych perypetiach, ale dla fanów teamu Chyłka-Oryński będzie to na pewno atut.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Wyrok” i inne książki Remigiusza Mroza znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Poprzedni Ostra jazda - recenzja
Następny Biografia Roberto Baggio - recenzja