Zapach goździków – recenzja


Święta, święta i po świętach… tak mogłabym zacząć tę recenzję. Skończył się czas, kiedy wszyscy, choć na drobną chwilę zwolnili i zatopili się we własnych myślach. Ja z kolei przybywam ze świąteczną recenzją, i tym razem będzie to najnowsza powieść Agnieszki Lis, czyli „Zapach goździków”. Czy książka okazała się równie przyjemna, co tytułowy goździk?

Wszystko rozpoczyna się w pewien grudniowy dzień, tuż przed świętami, kiedy główny bohater, Arkadiusz, odbiera telefon od dawno niewidzianego znajomego, który chce zaprosić go na spotkanie. Zdziwiony Arkadiusz zgadza się i wraz z przyjacielem Klemensem, właścicielem restauracji i winnicy we Francji spotykają się, by powspominać dawne czasy. Później na jaw wychodzą tajemnice i sekrety, o których niektórzy woleliby nie mówić na głos, ale mimo wszystko niewygodne fakty wychodzą na światło dzienne. Równocześnie trwają przygotowania do Wigilii, i jak co roku ma ona się odbyć u Arkadiusza.

„Zapach goździków” to historia, która mogłaby i wprowadza w świąteczny klimat, choć nie tak do końca. Święta bowiem przyćmiewa sprawa Klemensa i to ona jest główną atrakcją powieści. W tym miejscu muszę się bardzo dobrze zastanowić czy to, co otrzymałam po przeczytaniu książki jest wystarczające. Bo wiecie, chcecie się nastroić na święta, więc czytacie powieść w tym klimacie, ale w „Zapachu goździków” moim zdaniem niewiele się tego znajdzie. Na tapecie jest jeden temat, zaś święta w tej historii służą jedynie temu, by zebrać całą rodzinę i przyjaciół na jeden wieczór.

To, co mi się podobało to sposób, w jaki autorka odgradza od siebie poszczególne dni. I tak powieść zaczyna się 19 grudnia 2019 roku, a kończy w Sylwestra. Bardzo się cieszyłam z tego, że zaczęłam czytać właśnie tego dnia i później czytałam tyle, ile było przydzielone na poszczególne dni. Dzięki temu trochę bardziej wczułam się w emocje i rozterki bohaterów.  Dawkowałam sobie lekturę.

Jeśli miałabym coś napisać o samych bohaterach, to na pierwszy plan wysuwa się Arkadiusz, jego dusza melomana i samotnika, najlepiej czującego się we własnych czterech ścianach. Odniosłam wrażenie, że nie lubi ludzi, z którymi spędza święta, że jest to dla niego niejaki problem, by Wigilia odbywała się w jego domu. Kiedy Klemens się u niego pojawia, by porozmawiać od serca, Arkadiusz nie wykazuje zainteresowania problemami przyjaciela. Cała pozostała ilość bohaterów jest przytłaczająca, bo jest ich naprawdę bardzo dużo i czasami łapałam się na tym, że musiałam zajrzeć do ściągi na początku książki, gdzie autorka wymienia, kto jest kim. Dodatkowo wszyscy dorośli wydali mi się nieszczerzy wobec siebie, choć znali się od lat.

Bardzo chciałabym napisać, że ta książka sprawiła, że poczułam ducha świąt i nastroiłam się na spokojne i nostalgiczne przeżywanie wszystkiego po raz kolejny, ale niestety nie mogę tego zrobić. Autorka w podziękowaniach napisała, że nie było to dla niej łatwe zadanie, gdyż zawsze doświadcza swoich bohaterów chorobami, trudnościami czy problemami, zaś „Zapach goździków” miała być lekka, miła i przyjemna. Moim zdaniem w ogóle nie była lekka i przyjemna. Była to kolejna powieść obyczajowa, gdzie bohaterowie zmagają się z problemem, który wykracza poza ich możliwości, staje się powodem kłótni i niesnasek wśród rodziny i przyjaciół.

„Zapach goździków” aspirował do najlepszej powieści świątecznej, jaką czytałam podczas, już teraz, ubiegłych świąt. Pomimo całej sympatii, jaką darzę autorkę, to niestety nie mogę napisać, by historia wprawiła mnie w iście świąteczny nastrój. Zapowiedziany jest tom drugi, ale prawdę mówiąc nie czekam na niego z utęsknieniem. Fani autorki powinni jednak znaleźć w niej coś dla siebie i może Wam się uda choć odrobinę poczuć magię.

Autorka recenzji: Daria Łapa

“Zapach goździków” i inne książki świąteczne znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Poprzedni Biografia Roberto Baggio - recenzja
Następny Śmierć Komandora t. 1 - recenzja